Dworzec kolejowy w Brześciu. Zdjęcie autorki. Wszystkie prawa zastrzeżone.
W Brześciu zapadła noc. O tej porze ulice niewielkiego białoruskiego miasteczka położonego kilka kilometrów od polskiej granicy są wyludnione. Wieje silny wiatr. Dwóch mężczyzn wymienia milcząco spojrzenia i przechodzi pieszą kładką nad torami. Z dołu, z perspektywy ogromnego dworca z czasów stalinowskich, wyglądają jak dwie czarne kropki.
Zatrzymują się w hali dworca. Na pierwszy rzut oka wydaje się pusta, ale wystarczy chwilę zaczekać i pośród smukłych rzędów ławek w poczekalni można dostrzec sylwetki kobiet w hidżabach, otoczone gromadą dzieci. Próbują spać, ale co kilka godzin budzi ich ochroniarz. To będzie długa noc.